13 maja, 2020

Szaro, buro i ponuro

Po kilku naprawdę gorących dniach, które przywodziły na myśl letnie wakacje, nadeszła zimna Zośka, przynosząc podmuch ochłodzenia i deszczu. Zamiast pięknego błękitu z białymi barankami i ostrego słońca za oknem, na niebie zapanowały wszystkie odcienie szarości. Jednak taka aura ani trochę mnie nie zniechęciła do porannych biegów.

Niesamowite spotkanie

Wychodząc z domu, zauważyłam, jak spory brązowy kształt przebiega za żywopłotem. Tak bardzo jak kocham psy, równie bardzo się ich boję (tych obcych i dużych oczywiście). Podeszłam do ogrodzenia i nieśmiało się wychyliłam, śledząc poczynania intruza.

To nie żaden pies! To sarna! Stukała raciczkami o asfalt i biegała jak szalona od płotu do płotu, próbując przez któryś z nich przeskoczyć, ale bez powodzenia. Zniknęła mi z oczu za zakrętem, kierując się w stronę rzeki (gdzie miałam odbyć swój spokojny bieg). Wyszłam na ulicę i zrobiłam dodatkową pętlę wokół osiedla, żeby dać sarnie czas na znalezienie bezpiecznej kryjówki nim podążę jej śladami.

Królik, bażant i wilgi trzy

Gdy dobiegłam nad rzekę, po sarnie nie było śladu. Przystanęłam w moim ulubionym miejscu do obserwacji zimorodków, zatrzymałam trening i czekałam. Za moimi plecami przebiegł królik, zaraz za nim przeszedł dostojny bażant, a gdy odwróciłam głowę w stronę rzeki, ujrzałam śmigającą niebieską ptaszynę. Zimorodek bez słowa oddalił się w dół rzeki, a ja powróciłam do biegu, lecz nie na długo.

Po kilkunastu metrach usłyszałam śpiew wilgi. Stojąc w miejscu i zadzierając wysoko głowę, wypatrzyłam trzy ptaki przesiadujące na czubku wysokiego drzewa. Po wyglądzie nie byłam w stanie ich rozpoznać, bo były za daleko, ale na szczęście dzioby im się nie zamykały i przekrzykiwały się nawzajem, raz śpiewając, a raz zabawnie skrzecząc.

Przemierzając nadrzeczne ścieżki – które coraz bardziej zarastają – dotarłam do miejsca, w którym dalszy bieg polegałby na wspinaniu się po błocie i balansowaniu tuż przy krawędzi rzeki na wąskich dróżkach. Oznaczało to oczywiście w tył zwrot. A w głowie już miałam pyszne śniadanie (ale żeby na nie w pełni zasłużyć, czekały mnie jeszcze drillsy pod domem).

PS Podczas biegu mijałam te same miejsca, które odwiedziłam wczoraj na popołudniowym spacerze w promieniach słońca. Dla porównania zrobiłam im zdjęcia, żeby pokazać Wam, że pochmurna pogoda też może zachwycać.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *