31 marca, 2020

Projekt Kampinos

Kampinos – miejsce pełne magii i tajemnic. Puszcza, w której potrafi być tak cicho, że aż piszczy w uszach, a niekiedy głośno od śpiewu ptaków i łamiących się pod nogami zwierząt gałęzi. Gdy jest mi źle, moje serce zawsze tam wędruje. I właśnie już od trzech niedziel udaję się tam na długie wybieganie. Żółty szlak Jazda do Kampinosu zajmuje mi jakieś pół godziny. Zostawiam samochód na leśnym parkingu, gdzie rozchodzi się kilka szlaków. Dziś interesuje mnie szlak żółty, którym dochodzi się do mojego ulubionego czerwonego. Już na początku biegu dostrzegam w gęstwinie drzew łosia, który wypatrzył mnie pierwszy i stwierdził, że chyba nie jestem jakimś wielkim zagrożeniem, bo spokojnym krokiem…

30 marca, 2020

Wiosna w płucach

Wczoraj wyjątkowo wybrałam się na bieg w południe (ze względu na wszechobecny poranny smog – dziś zresztą zapowiada się podobnie) i mimo, że nie przepadam za taką porą aktywności, to cudowna pogoda mi wszystko wynagrodziła. Słońce i soczyście niebieskie niebo kusiły przyjemnie. Dylemat Oczywiście już na początku pojawił się odwieczny dylemat biegacza – co na siebie włożyć, żeby: a) nie było za zimno, b) nie było za gorąco? Wyszłam przed dom i stojąc w plamie słońca stwierdziłam, że wcale aż tak ciepło nie jest jak mi się wydawało. „Legginsy i cienka koszulka z długim rękawem będą w sam raz”, pomyślałam. Siódme poty Mimo, że miałam tego dnia tylko łatwy bieg…

30 marca, 2020

Dzień odpoczynku nagrodą za męki

Od jakiegoś czasu podążam planem treningowym, biegając 5 dni w tygodniu i odpoczywając 2 dni. Jednak w te 2 dni wcale się nie obijam aż tak bardzo (chyba, że niedzielne długie wybieganie mnie wymęczy). Moje dni odpoczynku zwykle wypadają w poniedziałki i soboty. Wbrew odczuciom większości społeczeństwa poniedziałki są przeze mnie naprawdę wyczekiwane! Poranny spacer Jednym ze sposobów na spędzenie poranku pozbawionego biegu jest spacer wzdłuż rzeki. Mam to szczęście, że od rzeki dzieli mnie jakieś 300 metrów. Po pokonaniu tego dystansu asfaltową drogą znajduję się na ubitej ścieżce. Po prawej stronie cywilizacja, po lewej zagajniki i pola. Szum miasta jest jeszcze niewielki, jest zbyt wcześnie. A ja poruszam się…

30 marca, 2020

Znowu ten smog

Słodki sen przerywa dźwięk budzika. „Jeszcze dziesięć minut”, mówię w myślach i przestawiam budzik na 6:10. Jednak dziesięć minut mija jak minuta. No dobra, trzeba wstać i uderzyć butem w ten zimny asfalt. Ale najpierw sprawdzam w aplikacji, jak wygląda sytuacja z czystością powietrza. Znowu. Jest. Smog. Co prawda mam maskę antysmogową, ale tak niewygodnie w niej się biega. Sapię jak lokomotywa, łapczywie próbując złapać głębszy oddech, by tylko się jeszcze bardziej zdenerwować, gdy Garmin pokazuje, że mój puls osiąga 170 uderzeń na minutę. Zmiana planów Podejmuję decyzję, że dziś nie będzie porannego biegu. Niby mam w planach tylko łatwy bieg 5 km i sprinty pod górkę, ale nie po…

30 marca, 2020

Do trzech razy sztuka

Moją przygodę z bieganiem można porównać do leśnej ścieżki, pełnej zdradzieckich korzeni wystających tu i tam, wijącej się po pagórkach raz większych, raz mniejszych. Pamiętam swoje pierwsze podejście dwa lata temu. Swój pierwszy kilometr, który zakończył się sapaniem i dyszeniem przez kolejne piętnaście minut. „To nie dla mnie”, pomyślałam. Twarz czerwona jak burak, serce pragnące wyskoczyć z klatki piersiowej jak nigdy wcześniej, pulsowanie w nogach. Nie minęło kilka dni, gdy stwierdziłam, że przebiegnę kolejny kilometr. Mając za sobą sporo HIIT-ów (high-intensity interval training dla niewtajemniczonych), wydawało mi się, że moja kondycja jest… w niezłej kondycji. Nic bardziej mylnego. Bieganie to zupełnie inny rodzaj wysiłku dla mięśni. Jednak dzielnie stawiałam czoła…