15 kwietnia, 2020

Świąteczny bieg

Niedzielny poranek. Wielkanoc. Budzik dzwoni o 5:30. Po krótkiej walce wstaję. Wypijam szklankę wody i włączam jogę w Garminie – witam słońce przez 10 minut, na zmianę bijąc pokłony i wznosząc ręce do nieba (sufitu). Dzisiejszy dzień ma być wyjątkowo ciepły, ale póki co termometr wskazuje 5 stopni. Ubieram swój biegowy strój, stopy wsuwam w kanarkowe Mizuno i włączam w zegarku bieg. Powietrze pachnie wiosną. Pierwsze kilkaset metrów pokonuję asfaltem, aby już za chwilę znaleźć się na piaszczystej ścieżce nad rzeką. Rezurekcja Na chwilę zatrzymuję trening, pomimo, że jeszcze nie zdążyłam się rozgrzać. Zawsze przystaję w tym samym miejscu nad rzeką i wypatruję dwóch zimorodków, które latają tuż przy samej…

8 kwietnia, 2020

Anka skakanka

Już od dłuższego czasu chodziła mi po głowie skakanka. Taka porządna, z prawdziwego zdarzenia. Poczytałam trochę o rodzajach skakanek i w końcu wybrałam swój ideał – metalową skakankę bokserką polskiej firmy Ring (o taką). Skracanie skakanki Po rozpakowaniu pudełka ze skakanką od razu poszłam ją wypróbować. Oczywiście była za długa (ma 270 cm) i wiedziałam, że czeka mnie skracanie, ale nie mogłam się oprzeć pokusie, żeby nie zrobić kilku podskoków przed domem – swoisty powrót do dzieciństwa tylko, że zamiast plastikowej tandety trzymałam w rękach kawał metalu i drewna – rączki są wykonane z drewna. Wygodnie leżą w dłoni, a w środku mają łożyska, więc skakanka nie plącze się podczas…

6 kwietnia, 2020

Wał: podejście drugie

Na niedzielę zapowiadał się słoneczny i ciepły dzień, choć po przebudzeniu za oknem panował przymrozek i nieprzyjazny smog. Niezniechęcona spakowałam do torby suszone daktyle, izotonik i żel (o żelach wkrótce napiszę więcej!) i wyruszyłam w półgodzinną podróż samochodem. Nie zawsze jest kolorowo Tego dnia moje samopoczucie fizyczne i psychiczne pozostawiało wiele do życzenia – wiadomo, każdy ma czasem gorszy czas. Wiedziałam, że ten bieg będzie raczej krótszy, więc z góry nie zakładałam sobie żadnego dystansu do pokonania. A wał ma to do siebie, że możecie biec przed siebie, ile dusza zapragnie, mając jedynie z tyłu głowy, że powrót będzie miał dokładnie tyle samo kilometrów. Ptasie radio Pogoda rzeczywiście była piękna….

2 kwietnia, 2020

6 x 800 drakońskich metrów

Środek tygodnia treningowego nie należy do najłatwiejszych – choć powinnam kierować się zasadą, że po środzie będzie już z górki (czwartek to zwykle łatwy bieg i drillsy, piątek też łatwy bieg ze sprintami pod górkę, sobota długo wyczekiwany odpoczynek i niedziela moje ulubione długie wybieganie). I z takim też nastawieniem zbudziłam się skoro świt (a nawet ciut przed). Ciemność Wraz z przestawieniem czasu na letni postanowiłam, że będę wstawać jeszcze wcześniej niż do tej pory, żeby korzystać z uroków światła słonecznego jak najdłużej. Od kilku dni budzik dzwoni o 5:40. Otwieram nieprzytomne oko i zastanawiam się, co się dzieje. Ogarnia mnie ciemność nakrapiana nikłym światłem latarni wpadającym przez zasunięte rolety….

1 kwietnia, 2020

Biegowa przygoda wzdłuż Wisły

W związku z szalejącym na świecie koronawirusem dyrekcja Kampinoskiego Parku Narodowego postanowiła całkowicie zamknąć las, dlatego mój projekt Kampinos póki co staje w miejscu. W pierwszej chwili myślałam, że serce mi pęknie – dopiero co zaczęłam odkrywać leśne ścieżki, odnajdować swoje ulubione miejsca. I chociaż wydawało mi się, że na parkingu, z którego rozpoczynałam swoje poranne biegi, nie było dużo samochodów (w porywach do 5), to w sumie nie mam pojęcia, co działo się w późniejszych godzinach. Po drugie wiem też, że od strony Granicy i Warszawy ludzi w Kampinosie zbierało się bardzo dużo. Ale zamiast rozpierzchnąć się po leśnych ścieżkach, urządzali sobie ogniska, siedząc w skupiskach. Wiadomo, nie da…

1 kwietnia, 2020

Mój osobisty wyścig na 5K

Nadszedł sądny dzień sprawdzenia się na 5 km. To dystans, który na początku mojej przygody biegowej wydawał mi się najbardziej rozsądny, jednak już po pierwszych zawodach został przeze mnie znienawidzony – ta nieustanna walka w głowie i w płucach to zdecydowanie za dużo jak dla mnie. A jednak postanowiłam przetestować swoje siły i przekonać się, czy mój plan treningowy idzie w dobrym kierunku. Wybrałam się na ten bieg z Mają, dla której tempo  5:40 to bułka z masłem i łatwy bieg. Plan był taki, że Maja będzie moim pacemakerem, zagrzewającym mnie do walki i wspierającym w momentach zwątpienia. Pierwszy kilometr na rozgrzewkę Już podczas rozgrzewki szargały mną myśli nieprzyzwoite: „Nie…

1 kwietnia, 2020

Relaks dla ciała i umysłu

Dziś rano znowu nie mogłam się ruszyć. Ciężki wtorkowy trening nadal dawał o sobie znać. Jako, że smog ostatnio zawładnął porankami, postanowiłam, że po południu przetruchtam na spokojnie 4 km z 3 przebieżkami po 100 m. I muszę przyznać, że biegło mi się cudownie. Puls nie szalał, nogi zrobiły się jakieś bardziej rześkie, a perspektywa tylko 4 km dodawała skrzydeł. Po 3 km zrobiłam zaplanowane przebieżki, które przyjemnie przypomniały mi o tym, że żyję. Na dworze było tak przepięknie i wiosennie, że z radością doczłapałam jeszcze pół kilometra do domu. A w domu rozłożyłam postrzępioną przez kocięcie matę i przez kolejne pół godziny wyginałam się na wszystkie strony, po raz…

1 kwietnia, 2020

8 szaleńczych interwałów

Spadek temperatury sprawił, że niebo znów spowite jest smogiem. Wtorek, zupełnie jak kilka ostatnich dni, rozpoczął się od mojego niezadowolenia, że znowu muszę przełożyć trening. Próbowałam znaleźć choć jeden pozytywny aspekt tej sytuacji i wytłumaczyłam sobie, że przecież nie chcę biegać na mrozie -7. Lepiej poczekać aż ziemia się trochę ogrzeje marcowym słońcem. Rozgrzewka Gdy wybiła godzina 14:00, przyodziałam swoje szaty do biegania i wyruszyłam w teren. Najpierw rozgrzewka 3 km. Świeciło piękne słońce, po mrozie dawno nie było śladu, ptaki wesoło śpiewały. Ruch uliczny niewielki z powodu koronawirusa (staram się unikać tego tematu, bo jest bardzo przerażający i smutny). Oprócz ludzi w samochodach nie minęłam dosłownie nikogo na swej…

1 kwietnia, 2020

W marcu jak w garncu

Choć na weekend wyłączam budzik i tak budzę się w okolicach 5 rano dzięki najwspanialszemu kotu na świecie, który pragnie wyruszyć na eksplorację ogrodu i któremu nie wytłumaczysz, że jest jeszcze środek nocy. Dziś kot był łaskawy, zbudził mnie o 6. Wstaję, leniwie powłócząc nogami, ledwie otwierając oczy, które jeszcze do końca nie przyzwyczaiły się do jawy. Uchylam drzwi wejściowe, a kot przeciska się niecierpliwie przez wąską szczelinę na zewnątrz. Ale co ja tu widzę!? Nie dowierzam. Zimno smaga mnie po gołych nogach, przebieram stopami i czym prędzej zamykam drzwi, zmierzając w stronę okna. Powrót zimy Powoli podnoszę rolety i moim oczom ukazuje się gruba warstwa śniegu pokrywająca krzewy, drzewa…

31 marca, 2020

Męki nie z tej ziemi

Na dziś mój plan przewidział dla mnie trening interwałowy wytrzymałości specyficznej – brzmi co najmniej poważnie. Do pokonania miałam 3 km łatwego biegu, potem 15 x 1 minuta w tempie na 5 km z 1-minutowymi odpoczynkami i 1,5 km chłodzenia. W tabeli z planem powinien być jeszcze dopisek – całodniowe dogorywanie. Rozgrzewka 3 km łatwego biegu minęły jak z bicza trzasnął, chociaż biegłam żółwim tempem, żeby zanadto się nie zmęczyć i przygotować psychicznie do interwałów. Przed wyjściem z domu miałam ku temu poważne obawy. Gdy Garmin zakomunikował mi koniec rozgrzewki, z lekkim dreszczykiem zaczęłam biec pierwszą szybszą minutę. „Nie jest aż tak źle”, pomyślałam. Oczywiście pierwszy interwał zawsze jest za…