18 maja, 2020

Pogoda (nie) dla biegacza

Sobota od zawsze jest moim dniem odpoczynku i regeneracji po całym biegowym tygodniu. W sobotę zbieram też siły przed długim niedzielnym wybieganiem. Tym razem jednak zmiana planów – piątkowy wypiek (bułeczki pełnoziarniste z dżemem truskawkowym i kakao), sobotni długi bieg i niedzielna piesza wyprawa do Kampinosu. Uff, jak gorąco Sobotni poranek. Po półgodzinnej krzątaninie ruszamy z Mają w stronę wału nad Wisłą. Wariacina dziś biegnie półmaraton, a ja mam w planach skromne 15 km. Docieramy na miejsce. Pogoda piękna. A po ostatnich chłodnych dniach wydawało mi się, że nie będzie za ciepło. I jak zwykle przyodziałam barchany, w których już po pierwszym kilometrze zaczęłam się topić (a są to barchany…

13 maja, 2020

Szaro, buro i ponuro

Po kilku naprawdę gorących dniach, które przywodziły na myśl letnie wakacje, nadeszła zimna Zośka, przynosząc podmuch ochłodzenia i deszczu. Zamiast pięknego błękitu z białymi barankami i ostrego słońca za oknem, na niebie zapanowały wszystkie odcienie szarości. Jednak taka aura ani trochę mnie nie zniechęciła do porannych biegów. Niesamowite spotkanie Wychodząc z domu, zauważyłam, jak spory brązowy kształt przebiega za żywopłotem. Tak bardzo jak kocham psy, równie bardzo się ich boję (tych obcych i dużych oczywiście). Podeszłam do ogrodzenia i nieśmiało się wychyliłam, śledząc poczynania intruza. To nie żaden pies! To sarna! Stukała raciczkami o asfalt i biegała jak szalona od płotu do płotu, próbując przez któryś z nich przeskoczyć, ale…

11 maja, 2020

Urodzinowe wybieganie

Niedziela – dzień, którego zawsze wyczekuję z utęsknieniem – w końcu nadeszła. Była to jednak niedziela jeszcze bardziej wyjątkowa niż wszystkie dotychczas. Wspólnie z Mają pojechałyśmy świętować jej urodziny pośród starych dębów i sosen Kampinoskiego Parku Narodowego. Sobotni wypiek… … tradycyjnie musi być! Tym razem do piekarnika wjechały owoce leśne (póki co mrożone, ale już nie mogę doczekać się tych świeżutkich) wymieszane ze słodką miksturą z syropu klonowego, skrobi i cynamonu, posypane apetyczną kruszonką z mąki kokosowej, płatków owsianych, syropu klonowego i mieszanki masła z olejem kokosowym. Co za obłęd wjechał na blat po 30 minutach pieczenia! Pachniało w całym domu. Niedzielne przygotowania Jak tylko wstałam, od razu zabrałam się…

8 maja, 2020

Leśne podbiegi

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz maglowałam podbiegi, nie licząc minisprintów pod górkę przed własnym domem. Po kilku deszczowych dniach słońce w końcu wkroczyło dumnie na nieboskłon – a nie ma chyba nic bardziej mobilizującego do działania niż urokliwe promienie przebijające się przez coraz zieleńsze korony drzew. Przystanek Bzura Na początku treningu oczywiście nie mogłam nie zahaczyć o moją ukochaną Bzurę, wiedząc że przy słonecznej pogodzie prezentuje się najpiękniej. Nie myliłam się. Rzeka szemrała wesoło, jak zawsze, oślepiając mnie odbijającym się w jej lustrze słońcem, przez co nie dostrzegłam przelatującego zimorodka, a jedynie go usłyszałam. Kierunek las Do lasu zawsze biegnę skrótem przez chaszcze większe i mniejsze. Ścieżka robi się coraz…

6 maja, 2020

Biegiem przez strugi deszczu

Deszczowa aura utrzymuje się już od kilku dni, co mnie bardzo akurat cieszy, bo świat w końcu ożywa, a ja nie mam nic przeciwko bieganiu po kałużach. Deszczowe biegi są dla mnie wręcz całkiem przyjemne, jeśli tylko jest w miarę ciepło. Eksperyment Ostatnio postanowiłam sprawdzić, jak poradzę sobie z 5 km w tempie 6:00. Gdy wychodziłam z domu, lekko siąpiło. Po 2 km rozgrzewki porządnie się rozpadało. Czułam, jak deszcz wdziera mi się pod ubranie. Biegłam nierównym asfaltem. Samochody ochlapywały mnie, wpadając w dziury, co i tak nie miało znaczenia, bo z nieba woda lała się wiadrami. Pierwszy kilometr w szybszym tempie poszedł mi całkiem nieźle. Stwierdziłam, że nie umieram,…

4 maja, 2020

Deszczowa majówka

Wraz z nadejściem maja chyba każdy marzy o pięknej słonecznej pogodzie, aby beztrosko wylegiwać się na leżaku w rytm skwierczących na grillu pyszności. W tym roku nie wyczekiwałam jednak majowego ciepła. Widząc, jak susza krzywdzi wszystko, co spotyka na swojej drodze, nie gniewałam się, gdy prognoza pogody przewidywała deszcz. Wręcz przeciwnie – cieszyłam się jak głupia, gdy widziałam, jak bujnie rosną moje rzodkiewki, groszek i szpinak zroszone kroplami deszczu. Oprócz tradycyjnego grilla w ogrodzie (który ostatecznie odbył się za pomocą patelni grillowej), majówka wypadła idealnie (no prawie idealnie). 1 maja W tym tygodniu stwierdziłam, że mój plan treningowy za bardzo daje mi w kość, a ciężkie biegi są ostatnio zbyt…

30 kwietnia, 2020

Zapach deszczu

Dziś w nocy obudziło mnie ciche stukanie deszczu o parapet. W końcu! Gdy wyszłam rano z domu, w nozdrza od razu uderzył mnie świeży zapach geosminy (substancji wydzielanej przez zamieszkujące glebę bakterie). Słońce leniwie przebijało się przez cienką warstwę chmur, a ja od razu skierowałam się nad rzekę, rozpoczynając swój 10-kilometrowy bieg. Woda w butach W drodze nad rzekę mijałam niewielkich rozmiarów kałuże – chyba pierwsze widziane tej wiosny. Miałam ochotę po nich skakać z dziecięcą radością, ale opamiętałam się, wiedząc, że ptaki z chęcią się z nich napiją i umyją zakurzone pióra. Ledwie wbiegłam na ścieżkę, a już zboczyłam zroszone deszczem i poranną rosą chaszcze. Czułam jak woda ze…

27 kwietnia, 2020

Wielki powrót

Po ponad miesiącu zamknięcia Kampinosu wrota do lasu otworzyły się ponownie. Koronawirus nadal zbiera swoje żniwo, ale podobno przebywanie w lesie (i to bez maseczki) już nie stwarza zagrożenia… Jednak nie zamierzam się na tym skupiać. Dla mnie najważniejsze jest to, że wraz z nadejściem ostatniej niedzieli kwietnia mogłam znowu dać się zaczarować kampinoskim szlakom. Sobotni wypiek Skoro długie wybieganie w niedzielę, to trzeba było w sobotę upiec niedzielne śniadanie. Padło znowu na bułeczki cynamonowe, ale tym razem z innym nadzieniem – dżem z pomarańczy z kakao (dżem kupiłam z myślą, że będzie pyszny, okazało się, że był gorzki, a konkretniej skórki pomarańczy). Po oficjalnym testowaniu sobotnim wieczorem stwierdziłam, że…

23 kwietnia, 2020

Rzeczne kuszenie

Bieg wzdłuż rzeki przy wschodzącym słońcu nie jest najlepszym pomysłem. Widoki są tak piękne, że nie sposób biec, aby nie zatrzymywać się co dwa metry i podziwiać niesamowity krajobraz. Dziś miał być krótki łatwy bieg. Zaplanowałam sobie połowę trasy asfaltem i powrót rzeką. Po wbiegnięciu na wzniesienie spojrzałam na rzekę przysłanianą domami i drzewami. Przyciągała jak magnes, cichutko szemrała i przysięgłabym, że słyszałam, jak mówi: „Chodź, chodź, chodź…” Już po chwili byłam nad jej brzegiem. Słońce przebijało się między drzewami, próbując zobaczyć rzekę, okalając ją swoimi nieśmiałymi promieniami. Mgła powoli unosiła się znad tafli wody, ukazując oczom co rusz nowe obrazy. Mój bieg zszedł na dalszy plan. W zasadzie to…

19 kwietnia, 2020

Kiedy nogi mówią dość

I nie tylko nogi, ale dosłownie wszystko. Po ostatnich dwóch dość  intensywnych (jak na mnie) miesiącach biegowych, chyba dotarłam do granicy swojej wytrzymałości. W końcu klątwa zmęczonego biegacza dopadła i mnie. Wystarczyło mi 172 km w marcu i 118 km w kwietniu (a gdzie tu do końca miesiąca?!), żeby obudzić się w sobotę wrakiem człowieka. Echo odpoczynku I na tę właśnie sobotę – dzień odpoczynku, tak bardzo wyczekiwany po 4 dniach treningów – zaplanowałam sobie nicnierobienie. Oczywiście skończyło się na spacerze z psem wzdłuż rzeki i 12 tysiącach kroków. Nie potrafię wysiedzieć w miejscu! Jednak postanowiłam, że odpuszczę sobie wypad na niedzielne długie wybieganie. Ba, nawet stwierdziłam, że jeśli w…