9 czerwca, 2020

Najdłuższy tydzień świata

Jak wiecie z poprzedniego wpisu przez ostatnie dni musiałam rozstać się z bieganiem z powodu kontuzji. Aby zatrzymać jako taką formę (czyt. móc jeść te wszystkie pyszności i nie ważyć tyle, co słoń), wskoczyłam na rower. Jednak rower to nie to samo co bieganie (wiem, prawdziwe odkrycie Ameryki) i tydzień biegowej posuchy wydawał mi się wiecznością.

Powoli wracam do biegowych treningów, bo stopa już całkiem żwawa. Póki co mam za sobą nieśmiałe krótkie dystanse, ale mam nadzieję, że za niedługo uda mi się wybrać na dłuższe wybieganie. Tymczasem podzielę się z Wami moją rowerową przygodą.

Rowerowy rekord

W niedzielę – święty dzień długiego wybiegania – postanowiłam dosiąść swojego rumaka i udać się na kilkugodzinną wycieczkę rowerową. Bez spiny, bez pedałowania co sił w nogach, podziwiając otaczające mnie krajobrazy, z przerwą na wyborny piknik.

Na wyprawę wyruszyłam z moim wiernym kompanem od przygód zaraz po śniadaniu. Pogoda na rower wymarzona – było ciepło, ale po niebie pływały chmury przysłaniające słońce, dzięki czemu nie było upału. Wyposażone w kanapki, jajka na twardo (muszą być!), pomidory malinowe i orzeźwiające trunki obrałyśmy kierunek Kampinos.

Tu kąsały owadzie chmary, ale jak się nie zatrzymać skoro tak sielsko?

Po kilkunastu kilometrach nieciekawych dróg w końcu otaczały nas sielskie i spokojne wsie z pasącymi się na łąkach krowami. Do puszczy dojechałyśmy od strony Pindala malowniczym zielonym szlakiem, który zresztą przewijał się przez połowę naszej wycieczki. Przecięłyśmy kanał Olszowiecki i dotarłyśmy do góry św. Teresy, gdzie zrobiłyśmy sobie krótką przerwę na piknik. Kanapki w tak urokliwym miejscu smakują zupełnie inaczej. Nawet sucha buła mogłaby śmiało konkurować z momentami Amaro pod rozłożystymi dębami Tereski.

Rumaki odpoczywają u Tereski

Stąd ruszyłyśmy w kierunku dobrze znanych nam Famułek Brochowskich, potem Królewskich i sru z powrotem w las. Tym razem szlak czerwony. Tam się działy niesłychane rzeczy – nie przewidziałam tych licznych górek i mój rower miejski z niewyregulowanym łańcuchem poddał się już na pierwszej z nich. Po nakładaniu spadającego kilkukrotnie łańcucha niebieska kobyła stwierdziła, że nie będzie dalej jechać i pod pozostałe górki pchałam tę kupę żelastwa, aby potem zjeżdżać, manewrując między konarami i modląc się, by łańcuch został na swoim miejscu.

Gdy wyjechałyśmy na asfalt uwiódł nas zielony szlak i skręciłyśmy w prawo, nie bacząc na nic, aby po kilku kilometrach znaleźć się na tej samej asfaltowej drodze, tylko kilkaset metrów od puszczy. Jednak warto było zboczyć, bo odkryłyśmy magiczną zieloną drogę z pięknym dębowym pomnikiem przyrody.

Zielony tunel (i to znów na zielonym szlaku!)

W Brochowie zrobiłyśmy najazd na lokalny sklep, uzbrajając się w struclę z wiśniami, którą w całości pochłonęłyśmy na starym moście nad Bzurą (miejscu przeprawy wojsk w 1939 r.). Tamże właśnie dorwał nas deszcz, przed którym uciekałyśmy od dłuższego czasu. Mimo że chmury wyglądały groźnie, a z daleka dało się słyszeć grzmoty, wszystko nas jakimś cudem ominęło.

Most nad Bzurą

Niedługo trwała asfaltowa przeprawa, bo jak zwykle ciągnęło nas w polne łany, za którymi wyrastał las. A jadąc przez las, spotkało nas słońce, które tak pięknie przebijało się przez drzewa, że musiałam zatrzymać się i zrobić zdjęcie. I tu dopadł mnie jakiś bliżej nieokreślony robak, którego połknęłam zachłannie, podziwiając z otwartą gębą mieniące się w promieniach korony drzew. Robak był waleczny. Popicie go nic nie dało i co jakiś czas próbował wydostać się z otchłani mej gardzieli, sprawiając że krztusiłam się i dusiłam. W końcu jednak bitwę wygrałam ja.

Leśna ścieżka, na której stoczyłam batalię z robakiem

Do domu dotarłyśmy z bilansem 65 km na liczniku, głodne, zmęczone, ale zadowolone z pokonanego dystansu i nowo odkrytych miejsc.

Chmury nad Bzurą
Chmury nad polami
A tu nie ma chmur
Moje ukochane chabry
Wszędzie rumianki!
Niebieska kobyła w cieniu drzew

Komentarze

2 thoughts on “Najdłuższy tydzień świata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *