20 maja, 2020

Mizuno, czyli w czym Fizek biega

Od lewej: Wave Rider 17, Sayonara, Wave Sonic

Mizuno, japońska marka, założona w 1906 r. przez braci Mizuno i nieustannie pozostająca w rodzinnych rękach do dziś. Ponoć Haruki Murakami biega wyłącznie w Mizuno i wygląda na to, że ja też.

Jednak na samym początku mojej biegowej przygody biegałam w butach do… squasha. Nie byłam pewna, czy bieganie przypadnie mi do gustu, a kupowanie nowych butów, żeby potem zaległy na dnie szafy, wydawało mi się co najmniej bezsensowne.

Mizuno Wave Rider  17

Gdy po wielu wzlotach i upadkach, o których pisałam w swoim pierwszym wpisie, w końcu zaprzyjaźniłam się z bieganiem, kupiłam swoje pierwsze buty do biegania. Po spędzeniu w sklepie dla biegaczy długich chwil i przymierzeniu wielu par padło na Mizuno Wave Rider 17. Stary model o bardzo wysokim dropie (13 mm), ale za to bardzo wygodny. Dla początkującego biegacza jak znalazł.

Mizuno Sayonara

Przy kolejnym wyborze butów znów padło na Mizuno. I to całkiem przypadkowo – mierzyłam między innymi New Balance, On Running i Altry. W każdych coś mi nie pasowało, choć muszę przyznać, że Altra sprawia wrażenie, jakby chodziło się po miękkim mchu. Jednak to buty zdecydowanie nie na moją wąską stopę.

Mizuno Sayonara mają już nieco niższy drop (10 mm) i równie dobrą amortyzację na asfalt jak Wave Rider. Jednak guma z przodu strasznie wbija się w palce i nie nadają się na długie wybieganie. Tutaj wypada też wspomnieć o spodzie podeszwy. Zarówno Sayonara, jak i Wave Rider, mają taki otwór pod piętą, w który uwielbiają wpadać większe kamyki i szyszki. Czasem tak się ułożą, że ich nie czuć i dobiegam do domu z pamiątkami, a czasem piją niesamowicie i muszę zatrzymywać się i wyjmować znaleziska z podeszwy.

Na pierwszym planie łapacz szyszek i kamieni, Mizuno Wave Rider 17

Mizuno Wave Sonic

Nowy zakup zatwierdzony przez Pelego

To mój najnowszy nabytek, ma zaledwie trzy dni, więc za dużo o nich powiedzieć nie mogę. Gdy tylko buty dotarły do mnie w poniedziałek, odpakowałam je, przymierzyłam i czym prędzej poszłam testować.

Kupując tę parę, kierowałam się niskim dropem (4 mm), który jest bardziej naturalny dla stopy. Wiem, że nie biegam z pięty, więc śmiało mogę w końcu zacząć trenować w takich butach. Mają one znikomą amortyzację i są dość wymagające. Przejście trochę mi zajmie, bo muszę powoli przyzwyczaić stopę do innej podeszwy.

Podeszwa Mizuno Wave Sonic, szyszek już nie będzie

Już po pierwszych testowych 3 km myślałam, że stopa mi odpadnie. Dziś kolejna próba i 3 km za mną – było lepiej, choć nogi i tak bolą. Gdy po rozbieganiu Wave Sonic wróciłam do domu i wsunęłam stopę w Sayonara, żeby dokończyć trening, poczułam się, jakbym stąpała po poduszce.

Oczywiście nogi poniosły mnie z asfaltu prosto nad rzekę, a tam zatraciłam się w gąszczu zarośniętych ścieżek, przemaczając buty tak, że gdy biegłam, wydawałam odgłos wstrząsanej butelki z wodą. Ale dla rzecznych widoków warto było!

PS Podczas tworzenia tego wpisu towarzyszyła mi muzyka Takashi Kokubo, która przenosi do innego wymiaru, szczególnie, gdy patrzę na zdjęcia porannej Bzury.

Po pokonaniu kilku kroków taką ścieżką, w butach chlupie
Każdy chce zobaczyć, w czym to pańcia będzie biegać

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *