8 maja, 2020

Leśne podbiegi

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz maglowałam podbiegi, nie licząc minisprintów pod górkę przed własnym domem. Po kilku deszczowych dniach słońce w końcu wkroczyło dumnie na nieboskłon – a nie ma chyba nic bardziej mobilizującego do działania niż urokliwe promienie przebijające się przez coraz zieleńsze korony drzew.

Przystanek Bzura

Na początku treningu oczywiście nie mogłam nie zahaczyć o moją ukochaną Bzurę, wiedząc że przy słonecznej pogodzie prezentuje się najpiękniej. Nie myliłam się. Rzeka szemrała wesoło, jak zawsze, oślepiając mnie odbijającym się w jej lustrze słońcem, przez co nie dostrzegłam przelatującego zimorodka, a jedynie go usłyszałam.

Kierunek las

Do lasu zawsze biegnę skrótem przez chaszcze większe i mniejsze. Ścieżka robi się coraz węższa od porastających ją traw i krzewów. Przecinający ją mały ciek wodny nabrał wody w swoje korytko po ostatnich deszczach – co oczywiście nie mogło się dla mnie skończyć inaczej niż zatopieniem buta w czarnej błotnej mazi (oprócz mojego buta widoczne były też świeże ślady raciczek).

Ptaki poukrywane w drzewach wyśpiewują swoje melodie

Po 2,5 km dotarłam na skraj lasu. Zatrzymałam trening, bo chęć posłuchania ptaków była ode mnie silniejsza. W oddali odzywała się wilga, której jeszcze nigdy nie udało mi się poznać osobiście – taka skryta ta ptaszyna.

Nie wiem, ile czasu minęło, ale puls zdążył mi opaść i zaczęłam się wychładzać, więc czym prędzej wznowiłam trening w Garminie i ruszyłam na podbój lasu. Na początku nieśmiałe wzniesienia, raz z górki, raz pod górkę. Wystające na ścieżkach konary nie ułatwiały mi zadania. W końcu dobiegłam do miejsca mojego przeznaczenia. Podbieg pierwszy. Przyspieszam. Jeny, jaka stroma ta górka, a z perspektywy spaceru wcale aż na taką zdradziecką nie wyglądała!

Jeden z podbiegów (na zdjęciu wyszedł jak płaska ścieżka)

Za kilka metrów wąziutka ścieżyna. Zbiegam, żeby ponownie wbiec jeszcze inną dróżką. Sapię, zipię, łapię się pod boki – no nie dam rady, a za mną dopiero dwa podbiegi. Słońce niesamowicie podświetla młode, soczyście zielone liście. Zbiegam powoli, bo tym razem ścieżka jest piaszczysta, a korzenie utworzyły na niej nieregularne schody. Zbieram siły i wbiegam, przyspieszając i tak jeszcze trzy razy.

Wracam do domu tą samą drogą, pokonując jeszcze niewielkie leśne wzniesienia, przystając ostatni raz i wypatrując maleńkiej ptaszyny na czubku sosny (słońce oślepiało i nie mam pojęcia, cóż to był za skrzydlaty kibic). Czuję zmęczenie. I wcale jutro nie będzie lepiej. Jutro będzie gorzej.

Tuż przed wyjściem z domu zepsuł mi się suwak – trzeba było szybko zaradzić

Komentarze

2 thoughts on “Leśne podbiegi

    1. Nagrywam te ptasie melodie i na pewno je tutaj zamieszczę, jak uda mi się przez to przebrnąć od strony technicznej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *